buddyzm prosto
 Home
 Haiku
 budda
 czteryprawdy
 okozen
 drogazen
 wielkapieczec
 gest
 Tradyc. Tybetu
 linki
 prosto
 Odyseja
Picture

Na podstawie książki pt. "Buddyzm prosto" Steve Hagen

Picture

Idziemy przez świat z klapkami na oczach, zaabsorbowani małymi rzeczami, które widzimy i słyszymy, rozmyślając nad własnymi uprzedzeniami, omijając radość życia, nie zdając sobie nawet sprawy, że cos ominęliśmy. Nigdy nawet przez chwilę nie kosztujemy podniecającego smaku wina wolności. Jesteśmy uwięzieni tak prawdziwie, jakbyśmy leżeli na dnie lochu, skuci łańcuchami.

Yang Chu, chiński filozof z czwartego wieku przed naszą erą.

Pragniemy uwolnić się od niepokoju umysłu i dyskomfortu, i nie przeżywać swojego życia tak, jakbyśmy byli zakuci w dyby niepewności i strachu. Niestety, rzadko zdajemy sobie sprawę, że to właśnie niepokój naszego umysłu, a nie jakaś zewnętrzna przyczyna odbiera nam wolność.

Kiedy poproszono Buddę, by podsumował swoje nauczanie jednym słowem, rzekł: - Świadomość.

Rytuały, ceremonie, modlitwy i specjalne stroje są nieuniknione, ale nie wyrażają (nie mogą wyrazić) sedna tego, czego nauczał Budda. W rzeczywistości, zbyt często, takie rzeczy stają nam na drodze - zaciemniają prostą mądrość słów Buddy i odrywają nas od nich.

To główny problem i to nie tylko dla tych z nas, którzy wychowali się na Zachodzie. Niełatwo zobaczyć gdzie kończy się buddyzm, a zaczyna kultura azjatycka, czy też odróżnić oryginalne i autentyczne nauki Buddy od tego, co zostało dodane później przez ludzi z mniej dogłębnym spojrzeniem na sedno sprawy. W relultacie, wielu Amerykanów i Europejczyków głęboko wierzy, że buddyzm to wielbienie Buddy, czy też kłanianie się i niszenie tóg, albo wprowadzanie się w trans, wymyślanie odpowiedzi na kłopotliwe zagadki, czy też wiara w przeszłe inkarnacje.

Budda nigdy nie twierdził, że jest kimś innym niż istotą ludzką. Był jednak istotą ludzką całkowicie przebudzoną. Nigdy też nie uważał, że jest bogiem lub że bóg go natchnął. Podobnie zaprzeczał, jakoby był adeptem wiedzy tajemnej, czy też miał dostęp do jakiejś nadnaturalnej mocy. Swoje uświadomienie i zrozumienie przypisywał wyłącznie ludzkiemu wysiłkowi i ludzkiej umiejętności.

Budda nie jest bogiem - kimś, do kogo winniśmy się modlić. Nie jest również kimś, przed kim należy zginać kark. Budda to po prostu osoba przebudzona - nic więcej i nic mniej.

Buddyzm nie jest systemem wierzeń, doktryną. Nie chodzi w nim o zaakceptowanie określonego zestawu twierdzeń i zasad. Właściwie, jest zupełnie na odwrót. Idzie w nim o badanie świata, w pełnym świetle i uważnie, o sprawdzanie wszystkiego, każdej idei. Buddyzm polega na widzeniu. Na tym, żeby wiedzieć raczej niż wierzyć, mieć nadzieje, a nie pragnąć. Na tym również, żeby nie bać się badać dosłownie wszystkiego, łącznie z własnymi, osobistymi przekonaniami. 

Budda zachęcał ludzi, żeby dowiedzieli się dla samych siebie, że pewne rzeczy są zdrowe i dobre, następnie je zaakceptowali i podążyli za nimi.

Przesłanie jest takie: zawsze badaj i patrz sam. Kiedy sam zobaczysz co jest prawdziwe - a jest to naprawdę jedyny sposób, by móc prawdziwie coś poznać - obejmiesz to. Do tego momentu po prostu zawieś wszelkie sądy i krytykę.

Nauczanie Buddy nie traktuje tegoco zapisane zbyt poważnie. Buddyjskie zapisy można by przyrównać do tratwy. Tratwa przydaje się bardzo, gdy pragniemy przeprawić się przez wodę, z jednego brzegu na drugi. Lecz kiedy już osiągniemy drugi brzeg, staje się niepotrzebna.

Jeśli wskażesz kotu księżyc, on prawdopodobnie nie spojrzy na niebo; podejdzie i obwącha twój palec. Na podobnej zasadzie i my ulegamy fascynacji jakąś nauką, nauczycielem, książką, systemem wierzeń, kulturą czy rytuałem.

Budda stwierdził kiedyś, że nasza ludzka sytuacja jest jak sytuacja osoby przebitej strzałą. Obie są bolesne i nieznośne. Ale zamiast organizować natychmiastową pomoc w nieszczęściu, my pytamy o szczegóły budowy łuku, z którego wystrzelono strzałę. Pytamy kto wykonał strzałę. Chcemy znać wygląd i pochodzenie osoby, która naciągnęła łuk. Pytamy o wiele rzeczy - błachych rzeczy - niezauważając jednocześnie naszego podstawowego problemu.

Wyobraź sobie, że widzisz ludzi siedzących na wspaniałym bankiecie. Długie stoły wysoko obładowane przysmakami, rozciągają się przed nimi. Doskonale przygotowany, olśniewający i apetycznie wyglądający wachlarz potraw, paruje, lśni i skwierczy tuż przed ich oczami, w zasięgu ręki.

Ale ludzie obecni na tej uczcie nie jedzą. Właściwie ich talerze są puste. Nie poczęstowali się nawet okruszkiem. Siedzą na tym bankiecie już długo. I powoli, stopniowo, umierają z głodu.

Umierają z głodu nie dlatego, że nie mogą spożyć wspaniałej uczty, czy też dlatego, że jedzenie jest zabronione, ciężkostrawne lub szkodliwe. Umierają z głodu, ponieważ nie zdają sobie sprawy, że jedzenie to jest właśnie to, czego oni do życia potrzebują. Nie rozpoznają ostrego, natarczywego bólu w żołądkach jako głodu. Nie domyślają się co powinni zrobić, chociaż wystarczyło by cieszyŠć się ucztą, którą dla nich przygotowano.

Taka jest właśnie nasza ludzka sytuacja. Większość z nas czuje, że coś jest nie w porządku z naszym życiem. Ale nie mamy pojęcia jaki jest naprawdę nasz problem, ani co powinniśmy z nim zrobić. Być może widzimy - może niewyraźnie - że jedzenie jest tam przed nami, lecz nie łączymy tego faktu z bólem w środku, nawet jeśli ten ból zaostrza się i wzmaga. 

Nie ma człowieka - łącznie z Buddą - którego życie byłoby, jest lub też będzie wolne od trudności. Budda-dharma nie obiecuje uwolnić nas od problemów. Namawia nas jedynie do zbadania ich natury, do ustalenia czym one są i skąd się biorą.

Wydaje się nam, że musimy się uporać z naszymi problemami w sposób, który je zniszczy, rozmyje czy zaprzeczy ich realności. Ale postępując tak, próbujemy uczynić Rzeczywistość czymś innym niż ona  jest. Próbujemy tak manipulować światem, by psy nigdy nie gryzły, wypadki się nie zdarzały, a ludzie, na których nam zależy, nigdy nie umierali. Nawet z grubsza biorąc, daremność takich wysiłków powinna być oczywista.  

Najważniejszą rzeczą jest rozpoznać, że nasze niezadowolenie pochodzi od nas. Powstaje z naszej ignorancji, ślepoty na to jaka jest naprawdę nasza sytuacja, powstaje z tego, że chcemy, by rzeczywistość była czym innym niż jest. Nasza tęsknota, pragnienie, pożądanie czegoś innego niż Rzeczywistość są tym co powoduje naszą frustrację.

Zerwij kwiat - piękną, żywą, świeżą różę. Pachnie cudownie. Ukazuje nam wspaniały rytm w wirowaniu płatków, bogaty, jeszcze olśniewający kolor, delikatną, aksamitną fakturę. Porusza nas i zachwyca. Problem z różą jest taki, że pewnego dnia ona umiera. Wówczas opadają  jej płatki; róża usycha; staje się brązowa i powraca do ziemi.

Jednym z rozwiązań tego problemu jest ignorowanie prawdziwej róży i zastąpienie jej plastikową imitacją, taką która nigdy nie umrze (i nigdy nie zacznie żyć). Ale czy plastikowa róża to to czego chcemy? Nie, oczywiście, że nie. Chcemy prawdziwej róży. Chcemy tej, która umiera. Chcemy jej, ponieważ umiera, ponieważ jest ulotna, ponieważ jej kolory blakną. To ta właśnie cecha czyni ją cenną. I to jest to czego chcemy - chcemy tego, czym każdy z nas jest: żywej istoty, która umiera

W swoich ostatnich słowach przed śmiercią Budda rzekł: Niech każdy z was będzie światłem dla samego siebie; pójdźcie sami do wewnętrznego schronienia. Mocno trwajcie przy Prawdzie. Nie szukajcie schronienia u nikogo.

Jeśli chcesz położyć kres niepokojowi umysłu, musisz zobaczyć, że już nic "tam gdzieś" do zdobycia nie ma, ponieważ tu, w tej chwili, już wszystko jest całością i jest ukończone.

Załóżmy, że przyszedłem do ciebie i wyciągnąłem zamkniętą dłoń, mówiąc, że mam w niej klejnot. Jedyne, co możesz zrobić, mając ograniczone informacje, których dostarczyłem, to uwierzyć w moje słowa lub spekulować, czy mam klejnot w garści czy też nie.

Dopiero kiedy otworzę pięść, zobaczysz czy jest w niej klejnot. A kiedy ją otworzę, potrzeba - i przydatność - wiary znikną. Sam zobaczysz, że kamień jest lub go nie ma i oprzesz swoje działania raczej na tym, co widzisz, a nie na tym, co myślisz.

Tak długo, jak widzisz siebie jako odrębną, oddzielną jednostkę, musisz również postrzegać siebie jako podmiot śmierci. Jeśli twoja egzystencja jest byciem, musisz nieuchronnie zakończyć istnienie. Ta świadomość niesie ze sobą głęboki ból, cierpienie lub grozę.

Niewiedza może okazać się zdradziecka, jeśli w swym postępowaniu nie zachowamy ostrożności. Zauważ, że nawet dostając cudowne rzeczy, których pragniemy, zazwyczaj chcemy więcej, bez względu na to, co mogłoby przyjść jako następne. Taki stan może trwać az do czasu, gdy życie straci dla nas jakiekolwiek znaczenie. Z drugiej strony jesteśmy sfrustrowani także wtedy, gdy nie dostajemy tego, co chcemy. Henry´ego Forda, po zarobieniu pierwszego miliarda dolarów, zapytano, jak dużo pieniędzy zamierza jeszcze zgromadzić. Odpowiedział, że tylko trochę więcej. 

Picture

Nie niszcz pożądania ani nie próbuj go powstrzymać. W ten sposób tylko nakarmisz i zwiększysz pożądanie. By pożądania się pozbyć, trzeba je zobaczyć

Zapewne - jak większość ludzi - myślisz o sobie jak o kimś urodzonym. Ale jeśli przyjrzysz się temu pojęciu uważnie, zrozumiesz, że nie posiadasz bezpośredniego doświadczenia rozpoczęcia egzystencji. Odszukaj je w przeszłości. Idź za wspomnieniem. Czy pamiętasz początek swojego istnienia?

Oczywiście, twój początek nie jest równoznaczny z narodzinami - ale kiedy powstałeś? Przy poczęciu? Kiedy, dokładnie, ma miejsce poczęcie? Gdy sperma dociera do komórki jajowej?

Ale co ze spermą i jajem? Kiedy one powstają? Co z naszymi rodzicami? A kiedy oni powstają? A ich rodzice?

Tak naprawdę, nie możesz odnaleźć wejścia w bycie jako wydarzenia w rzeczywistym doświadczeniu. Zawsze odnajdziesz jakieś wcześniej, przedtem. Wszystko zależy od wcześniejszych warunków, które z kolei zależą od wcześniejszych warunków i tak dalej, tak daleko jak możemy to zbadać lub sobie wyobrazić. Innymi słowy, jest coś bardzo dziwnego, sprzecznego i niepokojącego w tej koncepcji wejścia w bycie.

Budda powiedział:

Właśnie tak, jak człowiek drży z przerażenia, gdy podchodzi do węża, a śmieje się, gdy patrzy w dół i widzi, że to tylko lina, i ja odkryłem pewnego dnia, że tego, co nazywałem Ja nie można znaleźć i cały strach i wątpliwości zniknęły wraz z przedmiotem mojej pomyłki.

Nikt nam nie mówi, żebyśmy robili coś co nas boli. Robimy to, co nam sprawia ból, tylko z powodu ignorancji i przyzwyczajenia. Kiedy więc tylko to zobaczymy, możemy przestać to robić.

Budda bez przerwy zwracał uwagę na znaczenie takiego stanu. Ci którzy są świadomi - mówił - nie umierają. Ci którzy są ignorantami, tak jakby już umarli.

Z czasem może zauważymy, że każde uczucie, którego doświadczamy, jest przemijające i nietrwałe. Ostatecznie, przez zwykłą obserwacje, nasze uczucia - chociaż nie mniej żywe - staną się mniej natarczywe i przestaną tak nieugięcie determinować nasze emocje i działania. Będziemy w stanie zobaczyć każde uczucie; zobaczyć jak powstaje bez przymuszenia do działania.

Przez większość czasu nasze umysły trajkoczą same do siebie. Sprawdź to. Po prostu posiedź cicho przez chwilę i sprubój skupić się na oddechu, odnotować wdech i wydech. Jeśli poćwiczysz choćby pięć minut, prawdopodobnie zauważysz, że cały czas twój umysł rozważał niezliczoną ilość myśli i fantazji.

Kiedy medytujesz mogą pojawić się w twojej głowie wszystkie rodzaje autokomentarzy; np.:" I znowu zaczynam " lub  " Nie mogę tego zrobić " lub " Nie jestem w tym zbyt dobry ", a nawet " Nie jestem pewien, czy robię to dobrze ". Ich obecność to naturalna sprawa. Obserwuj je i pozwól im odejść - odejdą jeśli im pozwolisz.

Medytacja siedząca nie jest transem. Nie jest odpoczynkiem. Nie jest relaksacją. Jest tylko świadomością oddechu, to wszystko. Stopniowo, w miarę jak zwiększa się koncentracja, możesz liczyć tylko wydechy, następnie tylko wdechy. Kiedy już uczciwie, bez przerwy, pozostajesz ze swym oddechem, możesz przestać liczyć i swobodnie za nim podążać. Podaje tylko proste instrukcje - medytacja sama nauczy cię, czym jest.

Pozwól sobie na myśli. Gdy myślenie ci przeszkadza, gdy je odczuwasz, zwykle robi się ono bardziej natrętne, szybsze i głośniejsze. Im bardziej próbujesz je kontrolować, tym bardziej ono rośnie w siłę. Daj umysłowi dużo przestrzeni, a uspokoi się; próbuj kontrolować, uspokajać, ograniczać, a oszaleje. Musimy tylko zauważać, co się dzieje, uspokoić się. Pozwól aby myślenie zatrzymało się samo; zatrzyma się, jeśli je pozostawisz w spokoju.

Przez skupienie uwagi na oddechu, na tej umownej granicy, stopniowo zobaczysz, że granica się rozpływa. Właściwie, zobaczysz sam, iż nigdy nie było żadnej granicy między wewnątrz i zewnątrz, ja i ten drugi.

Mistrz zen Huang Po stwierdził:

Wszyscy buddowie i zwyczajni ludzie są po prostu Jednym Umysłem... Umysł ten jest poza wszystkimi miarami, nazwami, przeciwieństwami: Każdy byt jest w Nim; jak tylko uwikłasz swój umysł, odwrócisz się od Niego.

Jeśli jesteśmy strumieniem, to co doświadcza zmiany, przepływu, przeistoczenia? Budda zobaczył, że nie istnieje nic, co posiada doświadczenia. Jest doświadczenie, ale nie ma doświadczającego. Jest percepcja, ale nie ma postrzegającego. Jest świadomość, ale nie można zlokalizować lub zidentyfikować żadnego Ja.

Gdybyśmy tylko się odprężyli, zauważylibyśmy, że przez zmianę to, co kochamy, będzie się ciągle powtarzało, a to, czego nienawidzimy nie będzie trwać wiecznie. Zaobserwowalibyśmy również, że nie ma niezmiennego Ja, które mogłoby być i zadowolone i zniszczone.

Przebudzeni mogą mieć myśli i pojęcia - zupełnie tak samo, jak inni ludzie. Różnica tkwi w tym, że oni są swiadomi, iż to, co właśnie widzą, różni się od tego, co myślą.

Budda nazwał ten stan świadomością słusznej mądrości

Krótko mówiąc, dukha nie jest czymś nam narzuconym. To my tworzymy nasze cierpienie i uwikłanie.

Gdy nie będziemy już związani naszymi koncepcjami, paradygmatami, żądzami czy też skłonnościami umysłu, wszelka wątpliwość zniknie, ponieważ nasza wiedza nie będzie już uzależniona od czegokolwiek poza natychmiastowym, bezpośrednim doświadczeniem.

Innymi słowy nie ma niczego poszczególnego jest tylko To.

Gdy zauważysz, że umysł jest uwikłany między pragnienie i odrazę - skłonność ku czemuś lub odwracanie od tego - nie próbuj go od tego powstrzymywać. Jak zobaczyliśmy, próba powstrzymania sklaniającego się umysłu od skłaniania jest kolejną formą skłonności.("Naprawdę nie chcę mieć skłonnego umysłu"). Bądź po prostu świadomy, gdy twój umysł się skłania i zrozum czym właściwie ta skłonność jest. Wraz z praktyką i świadomością tej chwili, twój umysł będzie we własnym tempie, skłaniał się coraz mniej.

Jak powiedział Huang Po:

Głupcy odrzucają to, co widzą, nie to, co myślą.

Mądrzy odrzucają to, co myślą, nie to,  co widzą

Zapomnij o sobie. Zobacz, ku czemu skłania się twój umysł. To, co nas krzepi, już jest na miejscu. Musimy tylko przestać żyć w bolesnej ignorancji.

"Gdzieś tam" nie ma niczego, co musimy zdobywać lub czego unikać. Naprawdę, "gdzieś tam" nie ma w ogóle niczego. Do Umysłu nic nie wchodzi, z Umysłu nic nie wychodzi.

Zwróć uwagę na to, co faktycznie robi twój umysł w tej chwili. Aby to uczynić, nie potrzebujesz żadnych środków. Jesteś już całkowicie w tym celu wyposażony. Nie musisz nigdzie iść, ani robić niczego specjalnego. Po prostu - niech twoją intencją będzie tylko patrzenie.

W nauce Budda wskazuje, co jest naszym rzeczywistym doświadczeniem - a mianowicie, że wszystko powstaje razem lub w sposób uwarunkowany. Nic nie pojawia się samo z siebie; wszystko, czego doświadczamy, powstaje w jakimś kontekście i na tle innych rzeczy, które są od siebie zależne i wzajemnie uwarunkowane.

Webmaster: Namgyal